24.04.2018

O polskiej wiośnie, bliskich na wyciągnięcie ręki i iskierce miłości...



       Są przy nas zawsze. Klaszczą i piszczą z radości razem z nami, gdy osiągamy sukcesy. Dopingują na wyboistej drodze do spełniania marzeń. Zganiają z kanapy na kolejny trening lub dla odmiany gotują kaloryczne potrawy na poprawę humoru i udostępniają swoje ramię, abyśmy w gorsze dni mogli się a nich wypłakać. Ich imię wyświetla się na ekranie telefonu, gdy zdaje się, że cały świat o nas zapomniał. Są niczym ciche anioły. Dają sygnał, że są poprzez swoją obecność obok nas, promienny uśmiech, ciepłe słowo czy uścisk dłoni, który zdradza całą miłość, troskę i zaangażowanie. To oni- najbliżsi, rodzina, przyjaciele. Osoby, bez których nasze życie traci barwę i wyrazisty smak.





        Tylko dlaczego tak łatwo o tym zapominamy? Dlaczego, aby wspólnie zjeść kolację musimy czekać do Wigilii? Dlaczego słowa kocham Cię przechodzą łatwiej w Walentynki, a nie każdego dnia wychodząc z domu do pracy? Dlaczego tak opornie wychodzą od nas uściski, pocałunki i słowa ogromnego uznania? Dokąd biegniemy tak szybko, zapominając przy tym o najbliższych? Co liczy się bardziej niż rozmowy z mamą przy kawie, czy rodzinny obiad? Obecność. Zatrzymanie się na chwilę...

       Siedzę na kanapie rodzinnego domu. Wdycham głęboko polską wiosnę, wpadającą do pokoju przez otwarte drzwi balkonowe, słyszę znajome odgłosy z kuchni i chrapanie psa. Czuję się tak błogo i spokojnie. Świat zatrzymuje się na kilka dni. Zapominam o bieżących sprawach, czekających projektach, pracy, castingach i obowiązkach na kolejny tydzień. Zupełnie nie przejmuję się systematycznym przestrzeganiem treningów, diety, kształtowania warsztatu pisarza czy tworzeniu portfolio. Marzę, aby dzień stał się dłuższy, a noc nigdy nie nadeszła. Chcę zatrzymać ten czas. Moją mamę krzątającą się w kuchni,  R. zapowiadającego danie popisowe szefa. Podjadającego brata z łobuzerskim uśmiechem, perlisty śmiech mojej przyszłej bratowej i bawiące się na dywanie psy. Pragnę umieścić ich wszystkich w jednym kadrze, razem z zapachami, odgłosami i tym ciepłym „czymś” rozlewającym się po moim sercu. 






       Zdaje się tak proste chwile, codzienne, mało znaczące, a jak wiele wnoszą w nasze życie! Dodają energii, motywują, określają miejsce skąd pochodzimy, a tym samym nas samych. Przecież to, jacy jesteśmy to nic innego jak zlepek wspomnień z domu rodzinnego. Przejęte dobre cechy takie jak gadatliwość po mamie czy punktualność po tacie. Te bardziej znienawidzone jak perfekcjonizm i niepewność siebie. Zawzięcie przy skakaniu po drzewach, brak cierpliwości przy pieczeniu ciast z piasku i szalona miłość do książek. To cała ja. Ta mała i ta prawie już dorosła. Rozmarzona z kawą o poranku, minimalistka w szafie, kochanka natury z psem na spacerze. Z oczami wędrującymi po błękitnym niebie, z westchnieniem do gwiazd, trzymanie dłoni ukochanej osoby. Te rozmowy o wszystkim, do późna w nocy, do głębi serca. To cała ja. To mój dom i ten czas. Teraz i Tu.

       Spaceruję po znajomych polskich uliczkach, urywki wspomnień przeskakują mi przed oczami, niczym klatki z filmów. Lody, truskawki, zdana matura, spacery, spadające gwiazdy, przejażdżki, grill, głośny śmiech, pierwsze randki, złamane serca, dojrzalsze decyzje, identyfikowanie siebie. W tym wszystkim Oni- rodzina. Ściskam ich raz jeszcze, bo nie wierzę, że znów jesteśmy wszyscy razem w komplecie, a swoją pozytywną energią chcę popchnąć dalej w świat tą iskierkę miłości. Ciepło, które sprawi, że z wielkim uśmiechem odwiedzisz swoje rodzeństwo, kupisz mamie kwiatki i zaprosisz na kawie. Zadzwonisz, żeby powiedzieć jak bardzo ich kochasz, bo przecież kochasz, prawda?









       Nie trać czasu na nigdy niekończący się pościg. Weź do ręki telefon, wyjdź z domu, otwórz swoje ramiona i daj ponieść się iskrze miłości!

Proste, banalne, a przecież daje tyle szczęścia!



       Stylizacja stworzona dla Bonprix - sklepu internetowego, w którym jako jedynym znalazłam długo poszukiwaną, idealną sukienkę w kwiaty i moim ulubionym kolorze bordo. Jak podoba Wam się zestawienie całego outfitu?

SUKIENKA: BONPRIX
TOREBKA: BONPRIX
PASEK: BONPRIX
KOLCZYKI: BIJOU BRIGITTE
BUTY: BONPRIX



18.04.2018

Zapach lata- stylizacja Rosegal




       Obudził mnie śpiew ptaków, radosny i ożywiony. Wróble ćwierkały, przeskakując z gałązki na gałązkę, a kukułki powtarzały jak mantrę swoje „kukuuu ku kukuuu ku” Pomarańczowa kula zaczęła wdzierać się do mojej sypialni, a przez otwarte okno wpadało rześkie powietrze poranka. Uznałam to jako zapowiedź pięknego dnia. Podniosłam się z łóżka, zjadłam w pośpiechu śniadanie i otworzyłam szeroko drzwi szafy. Już dawno pożegnałam się ze swetrami, więc i na ciężkie, ciemne jeansy również przyszedł czas. Wskoczyłam w zwiewną sukienkę w drobne białe kwiaty, stopy wsunęłam w lekkie balerinki z wiązaniem na kostce i nie zapominając o okularach przeciwsłonecznych i najpotrzebniejszych rzeczach zamkniętych w małej torebce, wyszłam z domu.






       Dzień powoli budził się do życia. Jakkolwiek bez zbędnego pośpiechu. Dzieci zajadały lody,idąc do szkoły, mamy robiły spożywcze zakupy w lokalnych sklepikach, a staruszkowie spacerowali ze swoimi czworonożnymi pupilami. Zauważyłam też kilka karawanów, błąkających się w przeciwnym do plaży kierunku. Szłam skupiona. Jak najszybciej chciałam dotrzeć do morza. Moje ciało gnało przez żwirową uliczkę, wiedzione coraz intensywniejszym zapachem słonej bryzy.

       Zapach... Zapach słonego morza i szorstkiego piasku na skórze. Zapach kremu do opalania i uczucie chłodu w momencie nakładania go na skórę. Zapach zmoczonego przez wzburzone fale morza bikini i świeżość wilgotnych włosów pozostawionych do wyschnięcia po kąpieli na gorącym powietrzu. Zapach truskawek dojrzewających tak soczyście, zapach lodów o smakach z całego świata. Zapach chłodzonego smoothie, które wypijam jednym łykiem, gdy wyczerpana wracam z plaży. Zapach muszelek, które dumnie dekorują moją umywalkę. Zapach kwiatów, które o zachodzie słońca pachną tak intensywnie, że tracę zmysły. Aromat rześkich wieczorów na tarasie i zapach przygotowywanych owoców morza wydobywający się z kuchni sąsiadów. Zapach, który daje nadzieję, osusza łzy, obiecuje przygodę życia. Zapach, który budzi do życia, wyostrza zmysły i sprawia, że prostota życia jest o wiele piękniejsza i łatwiejsza.





      Doszłam do morza. Usiadłam na brzegu i wpatrywałam się w linię, zacierającą się między lazurową wodą, a błękitem nieba. Brak limitu, dzika wolność i niemożliwe do opisania szczęścia. Wdycham słony zapach morza, ziemisty, ale delikatny zapach piasku pod stopami i serce przepełnione nadzieją. Sukienka w stylu hiszpanki odkrywa moje ramiona, dając tym samym znak słońcu, aby ogrzewało moją zmarzniętą po zimie skórę. Pozwalam, aby promienie wnikały głęboko we mnie, niwelują cały chłód i smutek minionej szarugi i życiowych sztormów. Biała torebka w drobne gwiazdki błyszczy w świetle porannego słońca, a ja z głową pełną marzeń wdycham zapach lata.









       Tak pachnie moje. Ze świeżymi truskawkami, słoną skórą i olejkiem do opalania. Pachnie przygodą, romantyzmem i szczęściem, dreszczykiem  emocji na skórze!

A Twoje lato, jak pachnie?  




SUKIENKA- ROSEGAL
TOREBKA- ROSEGAL
ZEGAREK- LOKALNY SKLEP W TAIPEI
NASZYJNIKI- ROSEGAL
BUTY- JULIETTA

10.04.2018

Sesja zdjęciowa, testy i portfolio modelki




       Jechałam wtedy pociągiem do Barcelony i jak to zazwyczaj bywa w mojej pracy jako modelka kompletnie nie miałam pojęcia jak będzie wyglądał mój dzień, jaki motyw będzie miała dana sesja zdjęciowa i z kim przyjdzie mi pracować. Przygotowana już na niespodzianki obserwowałam przesuwające się szybko widoki. Pierwsze oznaki wiosny zaczynały domagać się zrzucenia ciepłych kurtek i wyjęcia z szafy lżejszych butów. Hiszpania powoli wypełniała się turystami, a na plażach biegnących wzdłuż torów można było zobaczyć pierwszych odważnych do kąpieli. Jak wspaniale!

       Wysiadłam na stacji kolejowej i pieszo rozpoczęłam swoją wędrówkę pod wskazany przez moją agentkę adres. Jak zwykle przyjechałam dużo wcześniej, więc szłam powoli, podziwiając po raz setny uliczki Barcelony i tym samym próbując zgadnąć co czeka mnie dzisiejszego dnia. Wiedziałam, że są to testy, że żadna z tego sesja zdjęciowa, ani świetna zabawa, że nie mam co liczyć na fantazyjne makijaże, włosy ułożone w perfekcyjne pukle loków i olśniewające stroje. To miały być zwyczajne testy, specjalnie do mojego portfolio. Tak dla odświeżenia i kilku nowości. Tym samym zdałam sobie sprawę, że jeszcze nie opowiadałam Wam o tej sferze modelingu, a mianowicie o tworzeniu portfolio modelek! Gdy dotarłam do drzwi studio włączyłam tryb czujnego obserwatora, aby wszystko dokładnie Wam opowiedzieć i razem z dźwiękiem skrzypiących drzwi weszłam ponownie do mojego świata modelingu. Dzisiaj zapraszam również i Was!






Portfolio i testy- co to takiego?


       Tak na początek w ramach wyjaśnienia powiem krótko, że portfolio to nic innego jak ogromny album formatu A4, wypełniony zdjęciami modelki. Zdjęcia te są starannie wyselekcjonowane przez sztab profesjonalistów,pracujących w agencji. To właśnie oni zajmują się promocją i reprezentacją dziewczyny, a portfolio jest kartą przetargową w tym biznesie. Piękne zdjęcia, różnorodne stylizacje, wyczuwalny klimat i emocje, podkreślenie najlepszych cech urody modelki to już połowa sukcesu do rozwoju i wykonywania dalszych prac dla świetnych marek. Zanim jednak dojdzie do tych prac modelka musi zbudować wystarczająco dobre i mocne portfolio, a za to odpowiedzialne są właśnie testy.

      Test to najszybsza sesja zdjęciowa jaką przyjdzie wykonać modelce w swoim zawodzie. Kilka godzinek, podczas których fotograf stara się uchwycić w kadrze piękno dziewczyny. Na podstawowych testach zazwyczaj nie ma żadnego wizażysty ani stylistek (jest to projekt realizowany i sponsorowany przez pasję, czyli jedyne co wygrywamy w tym przetargu to zdjęcia). Modelka ma na sobie delikatny i naturalny makijaż, a ubrania to mieszanka ulubieńców z szafy modelki i fotografa. Może to być rozciągnięty sweter, body, luźna koszula... możliwości jest mnóstwo, a wszystko zależy to od tego w jakim stylu najlepiej czuje się modelka. Po tak krótkim przygotowaniu zaczynają się zdjęcia, podczas których modelka daje z siebie wszystko, a zadaniem fotografa jest uchwycenie jak najbardziej naturalnego piękna.


Do dzieła!

 

       Gdy już wiecie w jakim celu pojechałam do Barcelony, co to są testy i dlaczego nie byłam podekscytowana na myśl o nich, mogę Wam opowiedzieć jak tym razem wyglądała sesja zdjęciowa.





       Drzwi otworzył mi niski mężczyzna z aparatem w ręku i uśmiechem od ucha do ucha. Nie byłam zaskoczona pocałunkami w policzek, przecież jesteśmy w Hiszpanii. Weszłam do środka i rozpoczęliśmy wstępną, typową rozmowę. „Skąd jesteś, jak długo jesteś modelką, w jakiej jesteś agencji, chcesz coś do picia, jak stoisz z czasem, pogoda, Hiszpania, Polska, wspomnienia, przygody,zdjęcia”... No właśnie! Zdjęcia! Chyba po to tu jesteśmy! Nie myślcie sobie, że takie pogawędki nie mają sensu i są stratą czasu. Co to, to nie! Są przełamaniem pierwszych lodów z nowo poznaną osobą. Nie wszystkim idzie tak łatwo pozowanie przed kimś, kogo widzimy pierwszy raz w życiu. Krótka wymiana zdań i kilka słów o sobie zawsze ułatwiają zadanie. Dziewczyna musi wyglądać na zdjęciach na rozluźnioną, uśmiechniętą, spokojną, a nie spiętą i zestresowaną. Bezlitosna kamera zawsze mówi prawdę i gdy atmosfera jest ciężka zdjęcia zwyczajnie nie wychodzą dobre. My z fotografem tak się zagadaliśmy, bowiem praktykowaliśmy na zmianę język angielski i hiszpański, że nie spostrzegłam nawet kiedy minęły dwie godziny. Między jedną salwą śmiechu, wyjaśnianiem klimatu zdjęć, a tłumaczeniem polskich słówek mieliśmy zrobione testy. Przycisk aparatu wyłapywał najbardziej naturalne momenty, przerywniki podczas rozmowy i skupione spojrzenia. Fotograf spisał się idealnie! Na czarno białych fotografiach uchwycił moją marzycielską duszę, uwielbienie do prostoty i minimalizmu, a także dojrzewającą we mnie kobiecość. Domowe rozciągnięte swetry, luźna koszula, mokre włosy i spokój. Cała ja. 

      Co o tym myślicie? 




    



Zdjęcia: Raul Bateman