piątek, 23 czerwca 2017

Jak zwolnić w centrum wielkiego miasta?




       Pakuję wielki koc do plecaka, pod pachę biorę butelkę wody, a do papierowej torby wkładam sałatkę, trochę owoców i ciastka. Mój ukochany dorzuca od siebie chipsy, danie mięsne na wynos i butelkę wina. W ślimaczym tempie przechodzimy przez paryskie uliczki, zachwycając się po raz kolejny architekturą i różnorodnością miasta. Na pierwszym skrzyżowaniu mijamy kwiaciarnię, która swoim naturalnym pięknem rozrosła się aż na chodnik uliczny. Nieznane mi gatunki zielonych latorośli pną się do mych stóp, a mieszany zapach kwiatów pieści nozdrza. Z pobliskiego baru dobiega mnie gwar i stukot filiżanki, odstawianej na talerzyk. W powietrzu wisi dziwnie leniwa atmosfera. Pod wpływem ponad 30-stopniowych upałów ciała rozlewają się na ławkach w cieniu, chowają się w klimatyzowanych restauracjach lub popijają zimne piwo, obserwując ruch uliczny z pubu tuż przy skrzyżowaniu. Trzymając dłoń mojego chłopaka, uśmiecham się na samą myśl o tym, co już za chwilę zobaczę. W lewo na kolejnych światłach, zielone daje znak, że mogę przejść przez ulicę i jestem! Przede mną roztacza się brama wejściowa i park Buttes Chaumont.






Daleki od ideału


       Brakuje w tym miejscu równo przyciętych żywopłotów, idealnie zaprojektowanego terenu i rozporządzenia dla drzew, gdzie i jak powinny rosnąć. Nie da się znaleźć tutaj atrakcji rodem Ogrodów Luksemburskich, kortów tenisowych czy przejażdżek konno. Sama trawa nie jest idealnie przystrzyżona, teren dziwnie górzysty, a dziewicze latorośle tworzą nieposkromiony krajobraz. Buttes Chaumont powstał w 1867 r. po uprzednim usunięciu śmietniska, które znajdowało się na obecnych terenach parku. Nie szczyci się on największą popularnością wśród turystów, a jego lokalizacja nie należy do bogatej paryskiej areny. Właśnie dlatego kocham ten park! Właśnie za to, że jest tak daleki od ideału!






Piknik


       Park Buttes Chaumont pełen jest krętych, górzystych alejek oraz zielonych polan, które są idealnym miejscem na piknik. Z plecakiem i papierową torbą pełną jedzenia wybieramy z moim chłopakiem kawałek zieleni dla nas i rozpoczynamy prawdziwą ucztę dla duszy. Czas nagle zwalnia, słyszę szum drzew i śpiew ptaków. Zrzucam buty ze stóp, a razem z nimi ciężar miejskiego tłoku i pośpiechu. Moje nogi dotykają wilgotnej, zielonej trawy, biorę głęboki wdech i dopiero teraz czuję, że żyję! Irytujące hałasy samochodów, krzyki ludzi i klaksony cichną do tego stopnia, że jestem w stanie usłyszeć o czym szumią drzewa. Z uśmiechem podsłuchuję rozmowy ptaków i obserwuję kołyszące się na wietrze rośliny. Pozwalam memu ciału opaść na cienki koc, rozkładam ręce tuż nad głową i zwyczajnie odpływam. Czuję się tak swobodnie, nieskrępowana żadnym ruchem lub obecnością ludzi obok mnie. Zapominam o tłocznym i gorącym niczym sauna metrze, nie pamiętam o gorącym powietrzu bijącym z roztapiającego się asfaltu. Tylko rześki wiatr, moje ciało w kontakcie z naturą i błękit nieba. Czy to nie jest raj?    




       Z głębokiej kontemplacji wyrywa mnie głos J., który podając mi lampkę zimnego wina, rzuca najprzystojniejszym uśmiechem, jaki przyszło mi widzieć na tym świecie i po raz kolejny tego dnia powtarzam w myślach: Jestem szczęściarą! Piknik trwa w najlepsze. Zajadamy się sałatkami, chrupiemy chipsy i popijamy winem. Zaraz po kolacji czas na deser i słodycz w ustach po zjedzeniu chrupiących croissantów z czekoladą. Obok nas spacerują emeryci, grupy nastolatków, czy zakochane pary z pupilami. Tuż przy wąskiej rzeczce i niewielkim wodospadzie chlapią się w wodzie dzieciaki, mające na sobie zabawne kąpielówki w kaczki. Uciekają przed swoimi rodzicami z głośnym piskiem, ochlapując ich wodą. Małe bose stópki biegają po trawie, urządzają wyścigi, robią gwiazdy i turlają się po trawiastych górkach w dół, prosto w ramiona taty. Od tak błogich obrazków ciężko jest mi oderwać wzrok. Obserwuję szczęście wypisane na twarzy ludzi obok mnie, naśladuję dziecięcą beztroskę i gram z moim ukochanym w przeróżne gry i zabawy. Uczę się wolności i szczęścia, które tryska od małych dzieci. Chociaż na chwilę zapominam o pracy i obowiązkach. Puszczam w niepamięć niezałatwione sprawy, problemy i troski. Teraz nie pamiętam o nadchodzącym ważnym projekcie, o goniących terminach, presji wokół i przerażeniu, że nie wiem co dalej. Teraz jestem Tu i to jest najpiękniejszy moment. 

       
       Ty też postaraj się go złapać! Wyjdź z domu czy z biura, weź koszyk i idź na piknik do pobliskiego parku. Wsłuchaj się w naturę, zapomnij o wieżowcach, które dają Ci uczucie klaustrofobii, pracy i ludziach biznesu. Podaruj sobie ten piękny moment, krótką chwilę, dzięki której zregenerujesz siły, naładujesz baterie i zwyczajnie odnajdziesz szczęście.


Udanego weekendu moi kochani!


poniedziałek, 19 czerwca 2017

#8 popularnych mitów o modelkach – łamanie stereotypów



- Jestem modelką- pada odpowiedź, a w głowie rozmówcy pojawia się obszerny spis skandali i mitów, które obiegły do tej pory cały świat. Piękne i puste dziewczyny, nie jedzą, cierpią na anoreksję i bulimię, nic nie robią, zarabiają miliony, typowa kariera przez łóżko... Lista nie ma końca. Dzisiaj sporządziłam spis stereotypów, z którymi miałam styczność w mojej pracy. Większość z nich jest tak popularna, że stała się zwyczajnym odbiciem lustrzanym słowa „modelka”, automatycznie kojarzonym z tym, co najgorsze lub przez lata wkładane do naszej świadomości. 






1.     Modelki nie jedzą


       Oho! Każdy kto mnie zna wie, że głodna Paulina= zła Paulina. Kocham jeść! Kawa i coś słodkiego, chleb zapiekany z serem, spaghetti, pizza, smażone schabowe. Raz na jakiś czas zaglądam do McDonald’a lub prezentuje sobie inny fast food. Mieszkanie, w którym mieszkam z modelkami pełne jest normalnego jedzenia, począwszy od makaronu poprzez pieczywo, kończąc na słodyczach. Wiem, wiem, że do modelki zawsze przyklejony będzie listek sałaty na talerzu. Spokojnie! Jadamy również warzywa, owoce, wszystko co zielone i zdrowe przede wszystkim. Osobiście lubuję się w marchewkach. Bądź co bądź zapewniam Was, że obecnie modelki nie umierają z głodu. Jemy, bo kochamy jeść i mamy świadomość, że „jesteś tym, co jesz”, a więc chcąc nie chcąc, odzwierciedla się to na zdjęciu i w rezultatach naszej pracy.


2.     Modelki są bogate


       To jeden z moich ulubionych mitów! Podczas, gdy znajomi myślą, że mam miliony na koncie i wydaję je na nowe ubrania i wakacje, ja robię najtańsze zakupy w supermarkecie i planuję tygodniowe oszczędności. Jednak muszę przyznać rację: Jestem bogata! Bogata w doświadczenie, bogata w wiedzę o wielu krajach, w których dane było mi mieszkać. Bogata w znajomość języków i niewyobrażalne piękno świata!





3.     Modelki są głupie


       Faktycznie są takie, które nie odróżniają Polski od Rosji lub otwierają buzię na wiadomość, że w Hiszpanii zazwyczaj nie ma śniegu. No cóż... nie każdy jest mocny z geografii. Znam również dziewczyny, które rzuciły szkołę w wieku piętnastu lat i ruszyły w świat, co nie oznacza, że brak im szarych komórek. Bardzo często życie lub sytuacja rodzinna zmusza je do opuszczenia domu. To są przerażająco smutne przypadki, ale istnieją. Nawet w świecie modelingu.

       Miałam również szczęście spotkać wiele inteligentnych dziewczyn, które mają swoje zdanie i poglądy, którym nie obce są książki i nauka, a nasze przegadane noce to te o podróżach, kulturze krajów i religiach. Te modelki, które zaraz po castingach biegną na wykład z historii lub na sesji zdjęciowej zakuwają do egzaminów. Mądre modelki naprawdę istnieją!


4.     Kariera przez łóżko  


       Przyznać się! Każdy zna ten mit i aż strach przyznać, ale większość ludzi w to wierzy. Nie zamierzam kłamać, bo faktycznie zdarzają się przypadki bliższych relacji producentów z modelką, ale nie wkładajmy wszystkich do jednego worka. Są to pojedyncze wyjątki, o których niestety najczęściej jest najgłośniej w mediach itd. Znam dziewczyny, które doszły na szczyt tylko i wyłącznie dzięki ciężkiej pracy, i cierpliwości. Te, które unikały imprez jak ognia, odżywiały się zdrowo, codziennie chodziły na siłownię i ciężko pracowały nad portfolio i własnym doświadczeniu. Teraz są popularne, okrzyknięte „Top Model” a zawistni ludzie komentują „Pewnie przespała się z kim trzeba.” Nikt nie mówi o jej pocie wylanym na siłowni, łzach tuszowanych podczas dni rozłąki z najbliższymi, niekończących się sesjach zdjęciowych i życiu na walizkach.


5.     Modelki są idealne


       Dacie wiare?! Modelki są również ludźmi! Wiele razy spotykam się ze stwierdzeniem, że „ona jest modelką, więc wszystko ok.” Co oznacza, że modelka nie je, nie pije, może ciągle pracować, jej cera nie ma prawa do pryszcza na nosie podczas ważnego castingu, jej oczy nie mogą łzawić, gdy fotograf ma artystyczną wizję na rozwiane włosy przy pomocy ogromnego wiatraka, wycelowanego prosto w twarz dziewczyny. Ma być idealnie! Modelki również chorują, mają pryszcze, suche włosy, cellulit czy problemy. Nie jesteśmy idealne tak, jak pokazują to media. 





6.     Modelki leżą i pachną


         Przyznaję z uśmieszkiem na twarzy, że zdarzają się sesje zdjęciowe, podczas których połowa czasu ucieka mi na piciu kolejnej kawy, czytaniu książki czy rollowaniu instagrama. Oh taki dzień to raj! Raj, który nie zdarza się często. Dzień pracy modelki to bardzo często 12 godzin, ponad 200 ubrań do przebrania się i obowiązkowy uśmiech na twarzy. Do tego dochodzi lista castingów, na które trzeba transportować się szybciej niż struś pędziwiatr i dosłownie być w dwóch miejscach w tym samym czasie. Wtedy warunki nie sprzyjają, aby „tylko leżeć i pachnieć.” Ah... szkoda.   


7.     Modelki są materialistkami


       Długonogie piękności, żyjące w świecie mody. Zaraz po ukazaniu się najnowszych kolekcji projektantów, pędzimy do sklepów, wydając fortunę na ubrania, szpilki, torebki i bóg wie co jeszcze. Zapewne są takie modelki, osobiście nigdy takich nie spotkałam. Znam za to młode dziewczyny, które utrzymują swoich najbliższych. Znam nastolatki, które od najmłodszych lat próbują zarobić pieniądze i pomóc finansowo w domu rodzinnym. Ze łzami w oczach słuchałam wiele historii, gdzie dziewczyny opuszczały kraj i nie miały pieniędzy, które byłyby w stanie pokryć koszt biletu powrotnego. Historie ludzi z realistycznego świata. Jak wiadomo nic nie jest idealne, nawet, gdy jest się modelką.


8.     Modelki mają wszystko za darmo.


      Tego stereotypu nie jestem w stanie w pełni przełamać. To prawda! Niektóre ubrania czy kosmetyki to zwyczajnie prezent od projektanta. Bardzo często modelki zapraszane są na darmowe kolacje, imprezy czy koktajle. Jedyne co musimy robić to wyglądać olśniewająco i dobrze się bawić. Życie idealne prawda? Tu Was zaskoczę, ponieważ jak wiecie z własnego doświadczenia nic nigdy nie jest za darmo.... Na przykład za darmową kolacją stoi obowiązkowa obecność w klubie, a za darmową- kawą zdjęcie na instagramie. Ah... Dziwny jest ten świat!






       Stereotypy o modelkach dwoją się i troją. Z jakimi Ty spotykałaś się do tej pory? Koniecznie podziel się tym ze mną w komentarzach!



Udanego tygodnia kochani!



czwartek, 15 czerwca 2017

Koreańskie kosmetyki i codzienna pielęgnacja




       Z racji, że pojawiło się tak wiele pytań odnośnie moich skarbów przywiezionych z Korei, a także kosmetyków jakich używam do codziennej pielęgnacji, postanowiłam rzucić się na głęboką wodę i napisać post iście kosmetyczny. To mój pierwszy w takim stylu artykuł, więc wybaczcie moje niedociągnięcia, bowiem kosmetyczką nie jestem, a posiadana przeze mnie wiedza to ta, którą zaczerpnęłam podczas wypłakiwania i złoszczenia się na moją cerę, codziennych sesji zdjęciowych i pracy z wizażystami, a także miłości do kosmetyków naturalnych, która zrodziła się podczas mojego półrocznego pobytu w Korei Południowej. Jesteście ciekawe, co też kryje się w mojej toaletce? Zapraszam!




1.     Tonik do twarzy

      
       Na pierwszy ogień idzie tonik do twarzy, bez którego obecnie nie wyobrażam sobie życia. Moje wcześniejsze doświadczenia z firmą Ziaja z linii liście manuka niestety nie zachęcały do używania toniku. Ba! Byłam wręcz wrogo nastawiona i podważałam jakikolwiek sens jego używania. Do momentu, gdy wpadłam w ramiona InnisFree- koreański sklep kosmetyczny, o naturalnym składzie produktów i idealnym dla mnie działaniu. Tonik Jeju Sparkling Mineral Skin dla skóry normalnej i mieszanej, orzeźwia, przywraca odpowiednie PH skóry i niweluje zaczerwienienia. Produkt ten nie podrażnia, skład pozbawiony jest konserwantów, parabenów i alkoholu, a co najlepsze zawiera 80% wód termalnych z wyspy koreańskiej Jeju. Służy mi do porannego przemywania twarzy i przy mojej wrażliwej cerze jest wystarczający jako poranne orzeźwienie.


2.     Krem do twarzy

      
       Nakładany zaraz po użyciu toniku. Produkt z tej samej linii InnisFree Jeju Sparkling Mineral Lotion dla skóry normalnej. Idealnie nadaje się jako baza pod makijaż, nie podrażnia i przyjemnie lekko pachnie. W jego skład wchodzi 61% wód termalnych, olej macadamia, a kolejną gwiazdkę zdobywa za 6-free system. Po nałożeniu na twarz daje uczucie świeżości i przynosi zapach morskiej bryzy. Doskonale nawilża skórę. Czasem jednak moja cera mówi „Mam dosyć” i nie przyjmuje aż tak intensywnego nawilżenia. Wtedy na jakiś czas zamieniam na krem Lirene Bio, który ma lekkie nawilżenie i odpowiednią porcję witaminy E.  





3.     Krem pod oczy


       Wiem, że wiele opinii mówi, że nie powinno się stosować kremu przeciwzmarszczkowego pod oczy w tak młodym wieku. Swój pierwszy krem pod oczy zaczęłam używać regularnie w wieku 18 lat i nie żałuję. Skóra pod oczami jest bardzo delikatna i podatna na zniszczenia, co w mojej pracy jako modelka jest nieuniknione. Ciągły makijaż, drapanie skóry pod oczami różnego rodzaju pędzelkami i zmiana makijażu co kilka godzin bywa męcząca. Dlatego nic nie daje mi tak przyjemnego ukojenia, jak lekki krem pod oczy. Tutaj z pomocą przychodzi mi po raz kolejny InnisFree, które to wypuściło na rynek Orchid Eye Cream. Nawilża, zapobiega powstawaniu zmarszczek, redukuje cienie pod oczami i pachnie idealnie! Uwielbiam swoją poranną rutynę stosując skarby z InnisFree. Delikatna formuła kosmetyków sprawia, że nie obciążają one mojej skóry, dając jej zdecydowanie to, czego potrzebuje na cały dzień, a ich zapach przenosi mnie na łono natury, gdzie morska bryza muska moją twarz, a ja nie przejmuję się niczym. InnisFree ma wszystko pod kontrolą!







      A jeśli interesuje Was więcej informacji o koreańskich kosmetykach zapraszam na bloga Magdy, która miała przyjemność odwiedzić wyspę Jeju, skąd pochodzą kosmetyki InnisFree. Czytajcie jej relację z podróży tutaj ->Wizyta w InnisFree Jeju House


4.     Peeling do twarzy


      Stosuję raz w tygodniu i przyznam szczerze nie wypróbowałam ich zbyt wiele. Moim numerem jeden jest peeling enzymatyczny z Lirene i nie znam żadnych innych, a tubka powoli się kończy. Z przyjemnością poznam inne produkty!


5.     Maseczki w płachcie


      Szturmem podbiły kosmetyczny rynek i cieszą się ogromną popularnością. Komfort, idealne działanie, a także urocze opakowania sprawiają, że ja również nie mogę im odmówić. Domowe SPA z maseczką na twarzy na czele urządzam sobie raz w tygodniu, najczęściej jest to weekend, gdy mam najwięcej wolnego czasu lub poniedziałek, aby nadać mojej skórze blasku i zdrowego wyglądu na tydzień pełen castingów. Moje koreańskie zapasy maseczek przeważają w ulubieńców z InnisFree oraz Tony Moly. Wyjątkowo upodobałam sobie odżywiający brokuł i nawilżające awokado, a zielona herbata ratuje mnie z każdej hormonalnej opresji. Zachwalam, podziwiam i naprawdę polecam! Idealnie dopasowują się do twarzy, nawilżają cerę, dostarczają odpowiednich porcji witaminek oraz nadają skórze promienny wygląd.






6.     Pianka do mycia twarzy i płyn miceralny


       Na zdjęcie makijażu z pracy niezawodny jest dla mnie płyn miceralny. Tutaj akurat mam trzy ulubione pozycje Bioderma, Garnier oraz Lirene. Żadne mleczko, żadna woda, żel, czy inne dziwactwa! Do demakijażu najlepiej sprawdza się płyn miceralny.

       Na głębokie oczyszczenie zaraz po zmyciu makijażu stosuję piankę InnisFree real olive- istny hit, do którego na początku byłam uprzedzona. W pierwszych dniach stosowania odwiedził mnie ogromny wyprysk na policzku, więc zła i rozczarowana odłożyłam produkt na półkę. Jak się później okazało była to wina nowego kremu, stosowanego kilka dni z rzędu w pracy. Zatem przeprosiłam się z pianką do mycia twarzy i przez ostatnie miesiące nie rozstaję się z nią. Idealnie oczyszcza twarz przez co pożegnałam się z zaskórnikami i wągrami, nie wysusza i nie ściąga cery. Idealna!

Po prawej stronie pianka do mycia twarzy, a po lewej nieziemski balsam do ciała o zapachu wanilii. 





      
        To pozycje numer jeden w mojej pielęgnacji. Czy znacie któreś z tych produktów? Czy koreańskie kosmetyki również podbiły Wasze serca?

Ściskam !