20.08.2017

Pogadajmy sobie, ot tak, po prostu! Nie zawsze musi być idealnie!




       Siadam przed klawiaturą mojego białego laptopa po raz kolejny w ciągu ostatnich dni. Kładę dłonie na klawiaturze i zmieszana wpatruję się w litery. Czarne na białym tle. Delikatnie rzeźbione przyciski, które jeszcze nie tak dawno szybowały ze mną w tańcu- sztuce zwanej pisaniem. Dzisiaj ponownie siadam przed komputerem z kubkiem mrożonej kawy i zastygam w bezruchu. Płynne kiedyś ruchy stukania w klawiaturę zamieniłam na powolne popijanie kawy. Jedyny dźwięk jaki słyszę to stukanie o siebie kostek lodu przy kolejnym łyku aromatycznego napoju.





        Rozglądam się dookoła, obserwując szybujące nisko jaskółki i zachodzące słońce. Gdzieś w oddali dobiega mnie rozmowa prowadzona w języku hiszpańskim, a moje nozdrza zaczyna kusić zapach owoców morza. To zapewne sąsiedztwo obok. Jak przystało na Hiszpanów w każdy weekend wypada zrobić małą posiadówkę na tarasie, wypić sangrię, zjeść tradycyjną paellę czy fideua i porozmawiać przy dźwiękach gitary. Zdaje się, że życie toczy się w normalnym tempie. Hiszpania żyje swoimi prawami, blogi każdego dnia zapełniają się postami, a nowe pozycje książek lądują na półkach księgarni. Tylko ja czuję się dziwnie zamknięta w bańce. Tysiące niezrozumianych przeze mnie hiszpańskich słów, setki inspiracji i tak wiele nadchodzących projektów. 

       Mogłabym napisać o moim pobycie w Hiszpanii, rzucić kilka ciekawostek z życia w Katalonii, pochwalić się nowymi stylizacjami i zabrać Was w magiczne miejsca. Mogłabym też zaprotestować przeciwko terrorystom, poświęcić chwilę na to, co stało się w ostatnich dniach w mojej kochanej Barcelonie i Cambrills. Mogłabym, ale na to wszystko przyjdzie jeszcze czas. Naskrobię o zabawnej naturze Hiszpanów i ich irytujących przyzwyczajeniach. Z wielką dumą zaprezentuję nowe łupy na wyprzedażach i sesje zdjęciowe. Nie zapomnę o bestialskich atakach i własnych odczuciach o zaistniałej wojnie religijnej. Z pewnością moje palce na nowo odnajdą znajomy szlak na klawiaturze. Głowa wypełni się nowymi artykułami, a serce zabije mocniej na samą myśl o nowych publikacjach. Dzisiaj jednak posiedzę sobie przed klawiaturą i pomyślę. Powzdycham do zachodzącego słońca, wyłapię kilka nowych dla mnie hiszpańskich słówek i wsłucham się w rytm własnego serca. Lubię takie dni. Spokojne, pełne modlitwy, refleksji i kawy.




       Dzisiaj, mój Drogi Czytelniku zapraszam Cię do dyskusji! Z przyjemnością poczytam co leży Ci na sercu, jak radzisz sobie z kryzysem w blogowaniu i co ostatnio zaprząta najbardziej Twoje myśli.

       Pogadajmy sobie dzisiaj, ot tak, po prostu. Przecież nie zawsze musi być tak idealnie, perfekcyjnie zaplanowane.   





"Usiądź o zachodzie Słońca

Nad rzeką myśli szeroką
I wpatrz się w czerwoną otchłań Słońca

Gdy ujrzysz w niej tętniące serce
To znak
Byś uwolnił swoja duszę wreszcie,
By jak ptak wzbiła się wysoko
I dostrzegła, że życie jest piękne.
Daj wolność swoim chowanym uczuciom
I pozwól im oddychać powietrzem
I ciesz się widokiem
Bo życie jest piękne.

Gdy już milczenia dość,
A słów ci brak, by mówić,
To znak,
Że twoją duszę czas obudzić.
Rozmowa dusz
Bez zbędnych słów,
bez gestów
Językiem myśli wzajemnych
Dla Ciebie trudnym i splątanym
Dla duszy - Pięknym."

/Nad rzeka uczuć wzajemnych siądź...
-Czesław Miłosz/







14.08.2017

Wish List To Do in Life




       Był wtedy mroźny styczniowy wieczór. Śnieg prószył za oknem, a temperatura spadała poniżej minus dziecięciu stopni. Siedziałam na kanapie owinięta grubym kocem, a moje dłonie grzał gorący kubek kawy. Z melancholią wpatrywałam się w wirujące płatki śniegu i snułam typowe dla mnie romantyczne refleksje. Przemyślenia nad tym, gdzie tak wszyscy pędzą, dokąd zmierza moje życie i czego jeszcze chciałabym w nim zasmakować. Myślami uciekałam do upalnych letnich dni i do wysp tropikalnych, gdzie zatrzymuje się czas. Nagle zrobiłam się głodna! Głodna przygód, życia, emocji i wrażeń!

       Wyjęłam z szuflady kartkę, długopis i naskrobałam tytuł Wish List To Do in Life. Do zabawy przyłączył się mój chłopak i razem tworzyliśmy własne listy marzeń i pragnień. Nasz długoletni związek sprawił, że wiele punktów było do siebie podobnych, co tylko wznieciło iskierki nadziei i motywację do organizowania kolejnych planów. Jesteś ciekawa jak wygląda moja lista i jakie przyniosła mi korzyści? Zapraszam do dalszej lektury! Być może to zachęci Cię do stworzenia własnej listy?    






Wish list to do in life




1.       Mieszkać 2-3 tygodnie na jednej z tropikalnych wysp

2.       Pływać nago w morzu

3.       Napisać i wydać książkę

4.       Odwiedzić Santorini

5.       Latać balonem

6.       Spać na dachu w noc spadających gwiazd

7.       Mówić płynnie w języku hiszpańskim

8.       Mieć piękny, przytulny dom

9.       Być znaną i chętnie czytaną blogerką

10.   Spędzić poza domem 24h. Nie używać wtedy auta, nie spać w żadnym hotelu, mieć ze sobą tylko gotówkę

11.   Wrócić do Taipei

12.   Otworzyć kawiarnię i piec ciasta

13.   Wypożyczyć jacht i skakać do wody na środku morza

14.   Jeździć skuterem wodnym

15.   Odwiedzić Malediwy

16.   Pomagać zwierzętom

17.   Kupić rolki

18.   Iść na kolację do ekskluzywnej restauracji i nie patrząc na ceny zamówić to, co podpowiada mój żołądek

19.   Mieć domek na drzewie

20.   Poznawać smaki świata w miejscach, do których podróżuję.

21.   Mieć biały fortepian w domu

22.   Nauczyć się tańczyć

23.   Pływać z delfinami

24.   Pić wodę kokosową prosto z kokosa będąc na plaży

25.   Odwiedzić plażę pełną flamingów






       Rozmarzyłaś się? W myślach powstał już pierwszy punkt Twojej listy? Jeśli nie, to nie trać czasu! Z własnego doświadczenia wiem, że samo stworzenie takiej listy rozpala ogromną dawkę energii i motywacji. Nagle każdy dzień staje się wyzwaniem, świat jest na wyciągnięcie ręki, a radość wywołuje dziwne ciepło na sercu i wielki uśmiech. Dzięki tej liście obudziłam się do życia na nowo! Pokochałam świat jeszcze mocniej i poczułam wdzięczność za to, co ma nam do ofiarowania. Wish list to do rozpala pozytywną energię i chęć do życia pełną piersią. Pozwala na głęboki wdech czystego powietrza, wyciągnięcie ręce do góry i głośny krzyk:  Życie! Kocham Cię nad życie!

      Stare przysłowie mówi: „Szczęśliwi czasu nie liczą.” Natomiast ja na przekór jestem przeszczęśliwa i zawsze noszę zegarek na swoim nadgarstku. Delikatny dźwięk przesuwających się wskazówek przypomina mi, że czas ucieka, a ja nadal chcę przeżyć tak wiele wspaniałych chwil. Każda sekunda jest dla mnie idealną chwilą na nowe wspomnienie, na życie Tu i Teraz.





       Przypomina mi o tym zegarek Chronostar, który łączy w sobie funkcjonalność i piękny włoski design. Marka, dbając o swoich klientów wyszczególniła trzy główne kolekcje, aby każdy znalazł idealny zegarek dla siebie. Wielbiciele mody odnajdą swoje skarby w dziale Chronostar Fashion, gdzie projekty zegarków podążają za najnowszymi trendami. Dla miłośników akcesoriów stworzono specjalną kolekcję Elegance, gdzie można znaleźć klasyczne wzory o charakterze biżuteryjnym, a najmłodsi zadowolą się pozycjami kategorii Young. Po więcej szczegółów, a także informacje o konkursie, gdzie można wygrać jeden z zegarków Chronostar zapraszam -> tutaj.  Mój wybór padł na pastelowy błękit, który idealnie odzwierciedla moje delikatne usposobienie, spokój i duszę marzycielki. Oboje przypadliśmy sobie do gustu i wspólnie z listą marzeń planujemy realizację Wish List to Do.






       Nie chcę zatrzymywać czasu! Pragnę, aby mknął on nawet w wyjątkowych momentach. Zapraszam wskazówki zegara do wirowania razem ze mną w tańcu. Tańcu zwanym życiem.


A Ty? Tworzysz już swoją własną listę marzeń?



01.08.2017

Lipiec pod lupą




       Biorę kolejny łyk gorącej kawy i z uśmiechem na twarzy wpatruję się w niebo. Od kilku już godzin okopuję taras. Czytam książki, rozkoszuję się jedzeniem i piszę dla Was. Chociaż z tym ostatnim mam delikatne grzeszki na sumieniu. Bowiem słońce, śpiew ptaków i świeża trawa pochłonęły mnie doszczętnie i zrobiłam sobie wakacje nawet od mojego laptopa! Kursuję co kilka dni do biblioteki i księgarni, wymieniam zapasy czytelnicze i ponownie zajmuję swój ulubiony fotel, aby karmić duszę... no i ciało też. Muszę przyznać, że moja mama świetnie gotuje i rozpieszcza mnie co niemiara! 

       Lipiec to miesiąc, w którym idealnie funkcjonowała zasada Tu i Teraz. Pierwsze tygodnie lipca nadal pomieszkiwałam w Paryżu, urządzałam długie spacery wzdłuż Sekwany, aby zaraz potem przenieść się na polskie łono natury i sielskie życie z rodziną i najbliższymi.

       Przyszedł czas na kolejne podsumowanie z cyklu Miesiąc pod lupą! Zerknijmy co się działo... 





Zawodowo


       Oprócz malejącej liczby castingów i letniego lenistwa nawet wśród projektantów miałam okazję wzbogacić swoje portfolio o kilka nowych zdjęć. Czas sesji spędzałam, poznając niesamowitych ludzi, bawiąc się w kameleona oraz wykonując ciekawe projekty. Jednym z nich była sesja zdjęciowa z pięcioma fotografami z różnych krajów. Pomiędzy jednym fleszem, a drugim miałam okazję podszkolić swój język hiszpański z P. z Gwatemali, a zmieniając kolejną stylizację słuchałam o życiu w Brazylii i na Madagaskarze.

       Za jeden z sukcesów uważam pokaz mody dla Kither Brewster oraz sesję zdjęciową dla francuskiego magazynu. Efekty tych prac będziecie mogli oglądać już wkrótce, a tym samym zapraszam na zdjęcia z backstage’u!  







Blogowo


       Zauważyliście, że pozmieniało się tutaj? Strona przybrała bardziej minimalistyczną formę, powstało nowe logo i szablon, a wszystko to dzięki ukochanej Kornelii, która pośpieszyła mi z pomocą. Cóż za szczęście, że znalazłam tak ciepłą i pomocną duszyczkę! Dziękuję Kornelio! Teraz tylko czekamy na naszą wspólną kawę.

       Po „remontach” blog jak gdyby ożył na nowo! Pojawiło się więcej czytelników, statystyki podskoczyły kokieteryjnie, a ja mam coraz więcej zapału i motywacji do pracy. Już w kolejnym miesiącu mam nadzieję na kilka świetnych projektów, więc bądźcie na bieżąco! Tutaj na stronie, a także Fanpage'u oraz Instagramie.

      W lipcu pojawiło się 6 nowych wpisów z czego najchętniej czytane to:






       Kto przegapił, zapraszam do klikania i nadrabiania zaległości!





Sielankowo


       To idealne słowo na mój lipiec- sielankowo. Pobyt w domu rodzinnym, czas spędzony z najbliższymi. Odwiedziłam miasteczko, z którego pochodzę, próbowałam się opalić, a wieczorami urządzałam wycieczki rowerowe, podziwiałam krajobrazy natury i wdychałam zapach żyta oraz świeżo skoszonej trawy. Nie ma dla mnie lepszej formy na odpoczynek niż kontakt z naturą z dala od zgiełku wielkich miast. Wdycham wtedy głęboko powietrze do moich płuc i staram się zapisać w pamięci te widoki, a razem z nimi zapachy i tworzone wspomnienia.

       Lipiec to także miesiąc w książkach. Mam je wszędzie! Leżą na parapecie, na łóżku i w torebce. Czytam ciągle! Cóż za radość móc bezustannie wypożyczać kolejne, przeglądać nowe pozycje w księgarniach i zwyczajnie gubić się między zdaniami, spędzać tak całe dnie i robić sobie przerwy na dłuższe spacery z moim czarnym pupilem.





       Z ważniejszych wydarzeń tego miesiąca to czwarta rocznica naszego związku z J. W tym roku spędziliśmy nasze święto w Paryżu. J przyleciał do mnie zaledwie na 3 dni. Zjedliśmy kolację w typowej włoskiej restauracji. Sączyliśmy wino przy wtórze głośnych rozmów i romantycznej muzyce. Zachód słońca podziwialiśmy z ogromnego młyna tuż przy ogrodach Tuileries. Wieża Eiffla zdawała się uśmiechać do nas i wiwatować w ten szczególny dzień. Jedliśmy watę cukrową, śmialiśmy się do łez, a do hotelu wracaliśmy wzdłuż rzeki Sekwany, trzymając się za ręce i napawając się swoją obecnością. 
        




  

Zakupy


       Przyznaję, że w tym miesiącu zaszalałam! Winę zwalam na szalone przeceny i długą nieobecność w Polsce, a także moją mamę, z którą buszowanie po sklepach jest czystą przyjemnością.

       Popatrzmy co tu mamy... Jeansy Zara z pięknymi kwiatowymi haftami, body Forever21,  letni kombinezon H&M i małą torebkę, wypatrzoną na lokalnym bazarku. ALE! Żeby stłamsić moją próżność zrobiłam tym samym wyprzedaż szafy. Większość rzeczy trafiła już do swoich nowych właścicieli, a niektóre nadal czekają na wybawienie. Jeśli któraś z Was jest zainteresowana, zapraszam do kontaktu.






        Na zdjęciach widzicie również moją nową, kosmetyczną miłość do Sylveco i odkryte skarby z Vianka. Od dłuższego czasu zaczytywałam się na innych blogach o tych markach i ubolewałam, że będąc za granicą, nie mogłam znaleźć tych cudów. Teraz chwalę się, mam i ja!Wyjątkowo upodobałam sobie hibiskusowy tonik do twarzy. Oh, zapomniałabym! Do stosu książek do przeczytania właśnie dzisiaj dołączyła nowa pozycja, zakupiona w Empiku „100 zasad udanego związku” H. Lerner’a. Nie żeby coś, ale czasem trzeba wiedzieć jak tupnąć nogą i nie wywołać przy tym trzęsienia ziemi. Czytujecie takie poradniki?


4 najlepsze zdjęcia lipca


       A oto uchwycone momenty, które najbardziej przypadły instagramowiczom do gustu.





       Bawię się z Wami tutaj świetnie, ale książki się same nie przeczytają, a walizka znów łypie na mnie niecierpliwym wzrokiem... Już za kilka dni wylatuję do Hiszpanii, a ona koniecznie chce wiedzieć co do niej włożę. Swoją drogą ona też jest nowoprzybyła. Z bólem musiałam pożegnać moją zdezelowaną podróżniczkę. Jak widać Paryż poturbował nie tylko mnie, ale i starą walizkę. Zmuszona byłam kupić nową. Jakkolwiek dogadujemy się świetnie i wybieramy się na hiszpańskie wybrzeża. Śledźcie mnie na G_Pauli, a na pewno nie ominie Was dawka katalońskiego życia.



Cudownego sierpnia,

Wasza Paulina G Lifestyle